Być jak Beata

Różne oblicza nas

Nie budząc wątpliwości sceniczny fenomen Beaty Kozidrak nie przemija. Charyzmatyczna wokalistka zespołu Bajm nadal budzi podziw i zainteresowanie mas. Trudno znaleźć osobę, która nie zna choć jednej piosenki tej grupy. Większość z nich weszło już na stałe do kanonu stając się hymnami pokoleń. Czy dla każdego “Biała armia”, “Józek nie daruję ci tej nocy” lub “Co mi panie dasz” znaczą to samo? Gdyby kiedyś powstawał film dokumentalny, to kto byłby w stanie zmierzyć się z legendą Beaty? Próbę odpowiedzi podjęli się twórcy brawurowego spektaklu “Być jak Beata” z Teatru Współczesnego w Szczecinie.

Spektakl w reżyserii Magdy Miklasz, to w zasadzie koncertem w trakcie którego można usłyszeć wiązankę największych hitów Bajmu. Przedmiotem akcji jest casting na główną rolę do filmu o Beacie. Jego założenia nie obejmują sprecyzowanych wymagań, osoba która ma ma się wcielić w rolę charyzmatycznej wokalistki musi mieć w sobie “to coś”. Dlatego też na scenie wychodzą kolejno pielęgniarka pracująca na wyspach, zakonnica, młody człowiek, któremu w życiu nie wychodzi, draq queen, emigrant z Turcji i jeszcze wiele innych barwnych postaci. Każdy jest inny, wyrazisty, a co najciekawsze interpretujący twórczość Bajmu w swój, niepowtarzalny sposób. Wszystkie osoby uważają, że to właśnie ich interpretacja jest tą właściwą.

Naśladowanie Beaty Kozidrak, stało się pretekstem do pokazania przekroju naszego narodu. Różnorodność, którą po mistrzowsku pokazali szczecińscy aktorzy sprawia, że po wyjściu ze spektaklu zupełnie inaczej patrzy się na mijanych ludzi. Na pozór monochromatyczne społeczeństwo zostało pokazane barwnie. Zupełnie inaczej niż można sądzić, że jest.

Dzięki interpretacjom zespołu Teatru Współczesnego można odkryć zupełnie inne oblicze wielu tekstów z dorobku Bajmu. Teksty brzmiące czasem banalnie, użyte w kontekście znerwicowanej kobiety średniej klasy wyższej (Maria Dąbrowska) czy imigranta z Turcji (Maciej Litkowski) brzmią aktualnie. Chyba najbardziej poraża wykonanie piosenki przez starca (Maciej Litkowski) “Płynie w nas gorąca krew” – widać walkę o zrozumienie i usilne starania o poprawę sytuacji życiowej w jesieni życia.

Mimo tego, że muzyka grana na żywo nadaje tempa, formuła przedstawienia – krótki film o wykonawcy, kilka słów wypowiedzianych do mikrofonu i odśpiewana piosenka – momentami nuży. Zabrakło tu najmniejszej konfrontacji poszczególnych uczestników castingu, oczywiście na końcu na scenie pojawia się sama Beata, jednak stanowi to już rozwiązanie akcji. Podobnie jest ze scenografią Mirka Kaczmarka, kipi ona złotem, na środku jest monument przedstawiający Beatę Kozidrak, przypomina on posąg staroegipski lub przystrojoną w wota Matkę Boską. Wadą jej jest to, że jest bardzo statyczna, praktycznie w trakcie spektaklu nie zmienia się, jest sztywnym tłem, szkoda.

Szczeciński spektakl mimo swoich wad pozostawia dobre wrażenie po jego zobaczeniu. Stanowi popkulturowy hołd Beaty Kozidrak, na który bez wątpienia zasługuje. Nie każdy artysta wywarł aż takie piętno na społeczeństwo, którego członkowie mogą bez ograniczeń ją wielbić i interpretować na różne sposoby.

Udostępnij: