Zamrożone uczucia

“Królowa Śniegu” Hansa Christiana Andersena w adaptacji Beniamina Marii Bukowskiego i w reżyserii Magdaleny Piekorz to najnowsza propozycja dla młodych widzów w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Tytuł ten to nie lada wyzwanie i ryzyko, wszak to klasyka literatury dziecięcej, fabułę zna chyba większość z nas. Trzeba więc publiczność zaskoczyć czymś innym. Realizatorzy użyli zaawansowanych technicznie środków inscenizacji, ale dla interpretacji baśni nie wniosło to zbyt wiele.

Przedstawienie prowadzi Narrator (Antoni Rot), reżyserka przedstawia go na stronie internetowej teatru jako kloszarda, wędrowca, który “wie i widzi”. Postać nie schodzi ze sceny: dopowiada akcję, skraca jej czas (irytuje powtarzając: “tu w teatrze ta chwila to trzy miesiące lub rok”). Adaptacja odbiega od pierwowzoru, weźmy początek. W oryginale zwierciadło zmieniające dobre czyny w złe i na odwrót tworzy czarodziej, tutaj mamy do czynienia z bandą Trolli. Dla drwiny próbują zanieść lustro do nieba i wspinają się na jasnogórską wieżę. Zwierciadło upada, tłucze się, odłamki trafiają do oka i serca Kaja (Krzysztof Koła).

Chłopiec zamieszkuje kamienicę, która oknami styka się z drugą, gdzie razem z Babcią (Małgorzata Marciniak) mieszka Gerda (Hanna Zbyryt). Dzieciństwo upływa im na wspólnej zabawie oraz słuchaniu opowieści Babci. Po wypadku z lustrem chłopiec zmienia się, przestaje mieć ochotę na spędzanie czasu z przyjaciółką, oddala się od niej, aż pewnego śnieżnego dnia spotyka Królową Śniegu (Teresa Dzielska) i odchodzi do jej lodowego pałacu. Gerda nie mogąc pogodzić się ze stratą Kaja, postanawia go odnaleźć, wyrusza na wyprawę, czeka ją wiele przygód. Spotyka dobrą Wiedźmę, towarzyskiego Kruka, który prowadzi ją do zamku mądrej Królewny, małą Rozbójniczkę i Eskimosa. Udaj jej się dostać do zamku Królowej Śniegu i uwolnić Kaja spod czaru mrożącego jego serce.

Przedstawienie jest przygotowane z ogromnym nakładem sił i środków, jednak trudno nie zauważyć błędów logicznych w przeprowadzeniu historii. Oczywiście, jest to baśń, z definicji przesycona magią i niewiarygodnymi zbiegami okoliczności, niemniej w momencie, kiedy Kaj i Gerda wysłuchują opowieści Babci o Królowej Śniegu za oknem panuje lato i kwitną róże. Kiedy po chwili chłopiec wychodzi na dach, panuje już głęboka zima. Na projekcji wideo Trolle wynoszą zwierciadło na szczyt Jasnej Góry, za chwilę są już na dole, lustro spada dopiero teraz, ale już w locie, przed rozbiciem, gubi odłamek, który wpada do oka Kaja. Drugi okruch po upadku ląduje w jego sercu.

Dominika Żłobińska przebrała Trolle za ulicznych łobuzów, przez co przedstawienie utraciło nieco z baśniowości. Szczególnie piękny jest strój Królowej Śniegu: srebrzysta peleryna, lodowa korona. Kostium Kruka (Agata Ochota) to niby garnitur z przerośniętymi na kształt skrzydeł ramionami, do tego melonik i laseczka. Scenografię (Hektor Werios) tworzą głównie animacje wideo, które niestety mają jakość kiepskiej kreskówki. Sporadycznie używane elementy scenograficzne – wyposażenie mieszkania Gerdy, meble Królewny, czy tron Królowej – wprowadzają prawdziwą magię teatru.

Hanna Zbyryt gra w przedstawieniu pierwsze skrzypce, jest prawie cały czas na scenie, pięknie śpiewa. Gerda w jej wykonaniu to naiwna, ale pełna wiary w znalezienie przyjaciela dziewczynka. Królowa Śniegu w wykonaniu Teresy Dzielskiej to postać nieoczywista, nie jest ani zła, ani dobra, jej emocje są jakby zamrożone. Marta Honzatko w roli szefa bandy Trolli jest perfekcyjna – zawadiacka, prowokuje pozostałych do psot. Bartosz Buława w roli Foki to w zasadzie niema postać, ale nie mniej bawi publikę.

Częstochowski spektakl jest widowiskowy, niestety posiada sporo wątków moralizatorskich, przekazanych zbyt dosłownie, naiwnie. Baśniowa opowieść pokazuje, że zawsze warto mieć nadzieję na pozytywne zakończenie nawet najgorszych kłopotów.

e-teatr

Udostępnij: