Emigracja

Zamiast złotych gór

„Emigracja” w reżyserii Pawła Świątka, przygotowany w Teatrze Nowym w Zabrzu, to historia chłopaka pochodzącego z małego polskiego miasta, który wiedziony obietnicą łatwego zarobku postanawia udać się na emigrację do Wielkiej Brytanii.  Scenariusz został napisany na motywach książki o tym samym tytule, której autorem jest znany tylko z pseudonimu autor, Macolm XD, piszący głównie w internecie. Tworzy pasty, czyli krótkie teksty, które można zaliczyć do opowiadań o skondensowanej treści.

„Emigracja”, to jak autor wspomina w wywiadach, swego rodzaju spis własnych doświadczeń, ubarwiony historiami innych osób. Malcolm (Mateusz Lisiecki-Waligórski) pochodzący z małego miasteczka, w którym jedyną rozrywką jest coroczne święto agrestu oraz powszechne nadmierne spożywanie alkoholu, wiedziony obietnicą szybkiego wzbogacenia się postanawia po maturze wyjechać na do Londynu na kilka miesięcy. W wyprawie towarzyszy mu najlepszy przyjaciel Stomil (Jakub Piwowarczyk). Rzeczywistość szybko weryfikuje plany już podczas podróż. Rodacy, którymi jest szczelnie wypełniony autobus, opowiadają o ciężkiej harówce, jaka ich czeka na Zachodzie, otwierając kolejne puszki piwa. Po postoju na niemieckiej autostradzie Malcolm zostaje sam, autobus odjeżdża. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności natrafia na polskiego kierowcę tira, który go zabiera. Ich podróż kończy się szybciej, niż to planowali, chłopak musi po raz kolejny radzić sobie sam. Tym razem ma szczęście, natrafia na cyganów z Cieszyna, którzy transportują go do Londynu. Rzeczywistość i tutaj nie okazuje się być prosta. Stomil, który dotarł kilka dni wcześniej, zamieszkał w śmietniku i dorabia udając grę na gitarze w pobliskim przejściu podziemnym. Przyjaciele rozpoczynają dalszą podróż w celu znalezienia wymarzonej pracy, napotykając na każdym kroku rozczarowania. Znajdują się w melinie kuzyna Malcolma, skłocie w szemranej dzielnicy, dorabiają jako rikszarze, trafiają w końcu na plantację kapusty. Ich przygoda z emigracją kończy się podczas zamieszek między przedstawicielami różnych nacji pracujących razem z nimi. Znów pomocną dłoń wyciągają do nich spotkani wcześniej Cyganie.

W spektaklu zawarto dużo gorzkich prawd o emigracji, które skutecznie odczarowują mit dostatniego życia. Świątek pokazał to w groteskowy sposób , momentami dowcipny, powodując, że gorzka proza życia poza granicami ojczyzny nie zdominowała odbioru przedstawienia. Kolejne epizody zamiast dołować, bawią. Być może taki był zamysł reżysera, żeby obśmiać niepowodzenia lub chciał utrzymać spektakl w duchu swawolnych pastów autora. W efekcie główny wątek, prawda o wyjazdach zarobkowych poza ojczyznę – rozmył się. Tempo akcji jest nierówne, dłużą się szczególnie momenty podróży, odwiedzin u kuzyna Malcolma, czy praca na plantacji kapusty. Szkoda, bo są również momenty wzruszające, jak napotkanie kierowcy tira, z którego wyziera samotność. Ciekawy jest wątek Cyganów, którzy w społeczeństwie są marginalizowani.

Scenografia Karoliny Mazur przypomina cyrk lub wesołe miasteczko, na środku którego stoi brama będąca twarzą zmęczonego klauna. Można to zinterpretować jako brak nadziei na dobrą zabawę i dostatnie życie,  brak złudzeń w zderzeniu z rzeczywistością.

Aktorzy odgrywają wiele ról, wyróżnia się Joanna Romaniak, na początku, kiedy wciela się w Agrestową Panią jest patetyczna i groteskowa, świetnie wypadła również w roli przebojowego Cygana Szukiego. Danuta Lewandowska tworzy charyzmatyczne postaci, choć czasem niepotrzebnie komediowe. Mateusz Lisiecki-Waligórski stara się być miłym chłopakiem, ale chyba nie o to chodziło w „Emigracji”.

O inscenizacji Świątka można powiedzieć tyle, że bardzo stara się pokazać prawdziwość emigracji, jej gorzki smak, tyle że jest zbyt pogodna. Wszędobylska wesołkowatość może utrudniać odbiór brutalnego przekazu. Emigracja obiecuje góry ze złota, tymczasem oferuje niewolniczą pracę pod okiem złotego tucznika z zachodu.

e-teatr

Udostępnij: