Anioły w Ameryce

Pogrążeni w samotności

Reżyserii wyróżnionej licznymi nagrodami, w tym prestiżowym Pulitzerem, sztuki „Anioły w Ameryce” pióra Tony’ego Kushnera podjęła się Małgorzata Bogajewska. Wystawiony na deskach Teatru Ludowego w Krakowie dramat opowiada losy homoseksualnych mężczyzn w Ameryce lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś już może aż tak nie elektryzuje opinii publicznej jak w 1991 roku, gdy został opublikowany, mimo to przy obecnej wrogiej polityce wielu person w Polsce do gejów czy lesbijek należy się twórcom spektaklu podziw za poruszenie tematu. Tylko czy ma sens pokazywanie sytuacji sprzed trzydziestu lat? Dziś część społeczności LGBT żyje otwarcie, a problemy ukazane w dramacie przestały być aktualne, przede wszystkim AIDS stał się chorobą przewlekłą, nie jest wyrokiem śmiertelnym.

Akcja skupia się na relacjach czterech homoseksualnych mężczyzn. Kluczowy problem to AIDS. Prior (Piotr Franasowicz), młody gej, dowiaduje się, że jego dni są policzone, traci wsparcie partnera – Louis (Karol Polak) wystraszony konsekwencjami, opuszcza go. O zakażeniu dowiaduje się także Roy M. Cohn (Piotr Pilitowski), bufoński prawnik, który chowa swą orientację za obliczem macho. Pogarszający się stan Roya nie przejmuje zbyt wielu osób, przeraża tylko jego asystenta – Josepha (Wojciech Lato), który kocha się w nim, co ukrywa przed żoną.

Można zobaczyć w przedstawieniu wiele momentów budzących skrajne emocje: walka Josepha ze swoją orientacją, matka (Beata Schimscheiner) stara się za wszelką cenę namówić go do opamiętania się; Prior leżący w szpitalu na skraju wyczerpania. Mimo to za sprawą spokojnej muzyki (obecność instrumentalistów grających na żywo jest bezzasadna), jak i długich wyciemnień spektakl nabiera charakteru lekko nudnej i przydługiej telenoweli (trwa ponad cztery godziny). Silnym punktem jest natomiast umowna scenografia: metalowe łóżko to szpital, fotel uszak jest gabinetem Roya, a umywalka tworzy wnętrze mieszkania Priora i Louisa.

Piotr Franasowicz stworzył wiarygodną postać chłopaka, który pozostawiony sam sobie , mimo zagubienia i przerażenia śmiercią stara się pogodzić z losem. Dość sztywno wypadł Karol Polak, w roli geja Louisa jest nieprawdziwy. Ciekawą postać stworzył Paweł Kumięga, jako drag queen oraz pielęgniarz na oddziale zakażonych HIV, jest przykładem mężczyzny „przegiętego”, który ze swojej orientacji robi atut, ubiera się barwnie i nie daje wcisnąć się w wygodne dla reszty świata ramy, a jednocześnie pozostaje męski.

Obraz społeczeństwa w „Aniołach w Ameryce” jest smutny. Bohaterowie są samotni, nie ważne, czy żyją w związkach, czy nie. Każdy z nich mierzy się z brakiem wsparcia, co widać szczególnie w roli Harper, żony Josepha (Anna Pijanowska) – szukającej szczęścia w zbyt dużych dawkach valium. Jego matka z kolei, chcąc się odnaleźć wśród innych, popada w pełne oddanie mormońskiej społeczności. Nawet Roy M. Cohn wydawać się może osobą stroniąca od głębszych relacji, nie dziwi więc, że na łożu śmierci jest skazany na samotność.

Dziś jest inaczej, bardziej otwarty i tolerancyjny świat nie pozwala na aż takie wykluczenia. Szkoda, że w premierze Bogajewskiej zabrakło odniesienia do naszych czasów.

e-teatr

Udostępnij: