"Obraz/y uczuć"

Oazowe spotkanie teatralne

Moje pierwsze wspomnienia związane z wiarą katolicką to oczywiście święta, rodzinne uroczystości, czy niedzielne prasowanie chusteczek, jeszcze tych materiałowych, przez moją mamę. Do tego obiady u dziadków, gdzie zawsze na stole czekał parujący rosół, a telewizor był ustawiony na „Złotopolskich”. Pamiętam też lekcje religii w szkole podstawowej, katechetka zamiast tłuc ze ślepą wiarą pacierze i teorie spiskowe, czytała nam przeróżne opowiadania. Dziś wiem, że były to teksty Oscara Wilde’a, który jak wiadomo było osobą homoseksualną, napiętnowaną przez silnie wierzące społeczeństwo. Wiele się zmieniło od tego czasu, ciekawe czy, gdyby moja nauczycielka żyła, nadal wybierałaby podobną literaturę, czy byłaby to zgoła inna twórczość?

O zmianach, jakie się dokonały na przestrzeni lat, ale i dorastaniu (nie tylko fizycznym, ale i w wierze) opowiada projekt teatralny (tak nazywają go twórcy) „Obraz/y uczyć”. Spektakl w reżyserii Krzysztofa Popiołka powstał w ramach festiwalu Nowe Epifanie. To również forma dyskusji o moim pokoleniu, o ludziach około trzydziestego roku życia. To wiek, w którym można przez pryzmat własnych doświadczeń spojrzeć na przeszłość już z pewnym dystansem. „Obraz/y uczuć” nie są jednostronnym głosem w dyskusji, nie przedstawiają perspektywy przepełnionej rozgoryczeniem, silnie lewicującej. W tekście Weroniki Murek odnajduję dużą dojrzałość. Zostały zawarte w nim myśli uczestników festiwalowych warsztatów, w których wszyscy twórcy brali udział.

Pierwszy sygnał świadczący o tym, że nie będzie to zwykły spektakl, stanowi widok dwóch pierwszych rzędów foteli umieszczonych na scenie, widzowie zasiadający w nich jeszcze bardziej współuczestniczą w działaniach. Drugi, że aktorzy są ubrani w zwykłe ubrania, zatraca się granica pomiędzy tym, co odgrywane a mówione z własnego przekonania. Kostiumy mogą przypominać ciuchy nastolatków, jakimi niegdyś byliśmy. Początek przedstawienia może kojarzyć się z zajęciami oazowymi, jest ukulele, bęben i znane piosenki, do śpiewania których angażuje się znaczna część widowni. Choć, kiedy Ryszard Starosta pyta, kto by chciał porozmawiać o Jezusie, słychać tylko lekceważący śmiech, brak chętnych do interakcji. Podobnie jest kiedy zaczynają mówić o pierwszym spotkaniu z Jezusem, też tylko lekceważące szepty.

Twórcy relacjonują związki z Kościołem, począwszy od dziecięcej fascynacji, jako miejsca na pograniczu świata magii, poprzez pierwsze mniej lub bardziej dotkliwie rozczarowania. Bardzo ciekawą sceną jest pantomimiczne odtworzenie gestów i zachowań, wykonywanych podczas mszy świętej. Aktorzy klękają, każdy w innej, pokraczne pozie, niedbale żegnają się, wszystko jest do złudzenia podobne do kościelnych ceremonii, jednocześnie odzierane z sacrum. Wszystkie gesty wydają się infantylne, powtarzane z bezmyślną kolejnością i dużym niechlujstwem, tak często obserwowanym u osób uważających się za wierzące. Czy wiara to te wszystkie ruchy rękoma, czy to co czuje się w wewnątrz? No właśnie…

Przejmujący jest moment, kiedy każdy z czwórki aktorów odczytuje treść aktu apostazji. Jest to esencja rozczarowania Kościołem jako instytucją, której działania są dalekie od wyznawanych dogmatów. Nie zawsze ludzie odchodzą z tej wspólnoty z powodu utraty wiary w Boga, bodźcem jest skostniała struktura dostojników i brak najmniejszej chęci dopasowania się do współczesności. Słychać też cytaty z wypowiedzi papieża Franciszka, które są w przestrzeni publicznej zagłuszane przez upolityczniony polski Kościół, co jest kolejnym źródłem kryzysu zaufania do tej instytucji.

Krzysztofowi Popiołkowi udało się stworzyć bardzo wyważone zdarzenie sceniczne, jest w nim zawarta próba dialogu pomiędzy stronami konfliktu, tradycyjnym Kościołem a świadomymi siebie młodymi ludźmi. Nie ma tutaj niepotrzebnych ekstremizmów, co jest bardzo cenne. To rzadki głos w naszym gniewnym społeczeństwie.

Po każdym spektaklu można wziąć udział w dyskusji nawiązującej do jego tematu, gdzie zaproszeni goście starają się jeszcze bardziej pogłębić problem, tym razem oddając głos widzom. Jak miałem okazję usłyszeć, są to ludzie z różnymi poglądami, mogłoby to spowodować spięcia, jednak łagodny ton przedstawienia, ale i kojąca zmysły muzyka Bartosza Dziadosza, sprawiają, że strony potrafią odnaleźć nić porozumienia. I to dla mnie jest najpiękniejsze w tym, co może zafundować teatr. W końcu po co nam kolejne waśnie?

Weronika Murek
„Obraz/y uczuć”
Teatr Ludowy w Krakowie, Scena pod Ratuszem, premiera 14 stycznia 2022
reżyseria: Krzysztof Popiołek
muzyka: Bartosz Dziadosz
występują: Iwona Sitkowska, Wojciech Lato, Robert Ratuszny, Ryszard Starosta

Nowa Siła Krytyczna

0
Udostępnij: