O kobietach po męsku

Rozmawiać po kilku głębszych o płci pięknej to męska rzecz, a przy tym bawić dysputą publiczność do łez – jest prawdziwą sztuką. “Testosteron” Andrzeja Saramonowicza jest komedią kipiącą emocjami, poruszającą najskrytsze lęki płci brzydkiej w stosunku do kobiet. Autor wyreżyserował ją właśnie w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Mimo że w obsadzie nie znajdujemy kobiet, jest ich w męskich zwierzeniach multum.

Tytuł ten nie raz już można było oglądać na deskach teatrów, trafił też na srebrny ekran. Napisana siedemnaście lat temu sztuka, nie straciła na przenikliwej aktualności i dowcipie. Akcja rozpoczyna się w momencie spektakularnej klęski, w którą zamienił się ślub Kornela (Sebastian Banaszczyk). Wybranka jego serca w kulminacyjnym momencie ceremonii wyznaje, że kocha innego, wskazując na Tretyna (Adam Machalica), ale tylko po to, by wywołać skandal potrzeby do rozwoju muzycznej kariery. Niedoszli męscy weselnicy lądują w wynajętej na tę okoliczność modnej restauracji azjatyckiej. Prezentują różne postawy życiowe i profesje, jednak łączy ich jedno – temat kobiet. Naukowiec, muzyk rockowy, dziennikarz… tworzą tygiel emocji i temperamentów. Ich dyskusja prowadzi w różne strony, czasem wywołując rękoczyny, mimo to nawiązują się też nowe przyjaźnie.

Panowie nie szczędzą słów i niecenzuralnych epitetów na opisanie relacji z kobietami. To co urzeka w tekście Saramonowicza, to utrzymanie dialogów toczonych w trakcie suto zakrapianej imprezy na poziomie, który bawi, nie powoduje niesmaku, mimo że nie brakuje analogii do zachowania zwierząt. Można się uśmiechnąć pod nosem patrząc na samców prężących przed sobą muskuły, którzy w relacjach z płcią piękną zupełnie zmieniają zachowania.

Saramonowiczowi udało się pokazać świat pogoni za szczęściem i stabilizacją. Za sylwetkami macho, dla których kolejna kobieta to zdobycz, kryje się poszukiwanie tej jednej jedynej. Dojść do tej konkluzji udaje się niektórym po latach, jak w przypadku Stavrosa (Marek Ślosarski). Aktorsko wyróżnia się właśnie Ślosarczyk, tworzący rolę osoby starającej się być kimś w rodzaju guru prawdziwych mężczyzn. Maciej Półtorak wcielając się w perkusistę Fistacha, znajomego panny młodej, gra aroganckiego buntownika, ale też potrafi okazać czułość. Całkiem zabawnie wypadł Bartosz Kopeć, kreując pantoflarza Janisa, który panicznie boi się żony i jest specjalistą w pielęgnacji niemowląt. Adam Hutyra, kelner Tytusa, był momentami nienaturalny, nie pasował do rozpasanej ferajny.

“Testosteron” w reżyserii Andrzeja Saramonowicza bawi zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Można się w nim doszukać prostej prawdy, że człowiek przez całe życie dąży do stabilizacji i odnalezienia drugiej połówki.

e-teatr

Udostępnij: