Lab

Lab -2-

Aby okazać miłość tej nauce, która fascynuowała mnie bardziej, niż wszystko postanowiłem oddać się jej bardziej, nawet jakby ona tego potrzebowała. Zaoferowałem się mojej pani profesor, że w ramach działalności w kole naukowym chemików mogę zaraz po sesji spędzić cały miesiąc pracując naukowo w laboratorium. Miesiąc, dwa lub nawet całe wakacje. Było to bez znaczenia. Przecież zgodnie z uczelnianą praktyką, stosunkowo często nadużywaną, studenci wykonują większość brudnej roboty za asystentów, którzy i tak na co dzień obarczeni są mnóstwem innych obowiązków. Suma summarum profesor lub inny tytułem kierownik danego zakładu zbiera laury i gratyfikacje za otrzymywane wyniki. Zazwyczaj taki student może liczyć na serdeczny uścisk dłoni lub bardziej pobłażające podejście na egzaminie, albo co jest najwyższym zaszczytem wyjazd na jakąś mało ważną konferencję naukową, gdzie prezentuje swoje dokonania. Jednak moja pani profesor była inna. W każdej wydawanej publikacji uwzględniała nazwisko studenta, nawet jeśli jego wkład był tylko symboliczny. Jest ona jedną z osób z dawnej szkoły, które zawsze pozostają fair w stosunku do swoich współpracowników i podwładnych. Czasem, aż za bardzo o czym miałem okazję się za niedługo boleśnie przekonać.

 
Do dziś nie zapomnę radości z jaką ta już przecież starsza kobieta przyjęła moją propozycję ochotniczej pracy wakacyjnej. Mimo, że oczekując na nią spędziłem przed gabinetem ponad godzinę w piękny majowy dzień, nie miałem jej tego za złe, bo wiedziałem, że ze względu na pełnioną funkcję kierownika zakładu chemii organicznej oraz jednocześnie dyrektora instytutu jest bardzo zapracowana. W tamtym momencie perspektywa spędzenia popołudnia ze znajomymi przy piwie w jakimś sympatycznym ogródku nie robiła na mnie wrażenia. W tej chwili liczyło się tylko moje oddanie nauce. Stojąc tak i oczekując, aż pojawi się na horyzoncie  siwa czupryna, lekko rozczochrana codziennym zapracowaniem pani profesor Jadwigi Samusionek. Wyobrażałem sobie swoją świetlaną naukową przyszłość. Już widziałem siebie, kiedy odbieram tytuł profesora z rąk prezydenta. Chciałem bardzo stać się poważanym naukowcem.

(…)

Udostępnij: