Ku.. kapusta!

Był to już bardzo późny wieczór. Ten najgorętszy wieczór w całym roku, na dzień przed wigilią. Pełen bieganiny za ostatnimi prezentami, choinką, czy innymi piernikami. Jak w każdym domu, również u Sabiny trwały gorączkowe przygotowania do tej najważniejszej kolacji. Mimo, że sama była niewierząca i niepraktykująca chciała przygotować wieczerzę dla rodziny, jak tylko umiała najlepiej. Trochę się kłóciła wewnętrznie z musem gotowania dla tych wszystkich mężczyzn z rodziny. Jako zagorzała feministka nie czuła satysfakcji z pochwał od bekających przedstawicieli brzydszej części populacji.

Matka Sabiny już rok wstecz nie przygotowywała świąt. Poprzedniego lata stwierdziła, że każdy człowiek ma ograniczoną liczbę godzin życia, które może spędzić w kuchni. Pewnego sielankowego wieczoru, kiedy świerszcze grały upajającą i monotonną melodię głębokiego lata zakomunikowała mężowi, że ma jej zrobić kolację i wszystkie następne posiłki do końca życia. Ona gotować już nie będzie, no może za drobnym wyjątkiem wody na kawę, ale tylko dla siebie. Jeśli zdarza się jej czasem zagotować za dużo wody, to pozostały nadmiar wylewa. Tak już zostało, ku niezadowoleniu ojca Sabiny, który jednak nic nie mówił bo był krypto mizoginistą.

Z zeszłoroczną wigilią  było prościej i wygodniej, bo Sabina i jej rodzice wylądowali u ich syna, a jej brata. Bratowa przygotowała tam wszystko. Jest ona całkowitym jej przeciwieństwem. Taka matka polka, nie myśląca o sobie, tylko o innych, gospodyni domowa z zamiłowania i zawodu. Jak to kucharka po czterech klasach gastronomika bez matury. Do tego gorliwa chrześcijanka, uważająca najsłabszy nawet ślad makijażu na swojej twarzy, jako grzech ciężki.

Teraz Sabina musiała schować całą swoją emancypację do szafy i zabrać się za gotowanie, które w gruncie rzeczy lubiła. Niestety tylko w małych ilościach i bez presji przygotowania najważniejszego posiłku w roku dla swojej rodziny, której członkom zawsze coś nie pasowało. Przez to zrobił się jej w kuchni mały rozgardiasz i nie zauważyła kiedy wykipiało jej pół garnka kapusty, a pierogi się rozgotowały. Całe mieszkanie przeszedł zapach gorzkiej spalenizny.

Najgorszym tego gorączkowego wieczora co sprawiło, że osocze w jej żyłach się zagotowało był fakt, że po krótkiej wizycie dzień wcześniej dzieci jej brata cała czekolada, która miała iść do piernika wysublimowała, pozostawiając tylko wciśnięte w wezgłowie sofy pomięte papierki i ślady czekolady na najnowszym kanarkowym fotelu.

0
Udostępnij: