Krótki sen na kanapie przy kominku

Krótki sen na kanapie przy kominku

Krótki sen na kanapie przy kominku

Jest wieczór. Właściwie to już noc. Siedzisz zamyślony na kanapie
w salonie swojego domu, dumasz człowiecze. Pamiętasz, jak tych ścian jeszcze nie było. Była trawa, były kwiaty, byłeś młodszy. Przyszedł czas na niszczenie. Niszcząc budowałeś. Kwiaty podeptałeś, trawę wykopałeś, las dla ciebie ścięto na zamówienie.

Przyszli budowlańcy, chłopi cementowi. Wbili łopatę w twą nieskalaną stalą ziemię. Powstał pierwszy zarys. Pamiętasz to dobrze – byłeś szczęśliwy. Mijały dnie, godziny, tygodnie – praca szła do przodu godnie i z dumą królowej. W oczach rósł ci on wymarzony. Jeszcze żadnymi emocjami złymi niedotknięty, zrodzony
z czystej miłości.

Minął rok, może nawet dwa – nie pamiętasz, bo szybka przeprowadzka zatarła ci poczucie czasu. Goście, obiady, pierwsze drzewka owocowe, kończysz kafelkować schody. Pragniesz ideału. Siadasz w salonie, za oknem cichy deszcz powiększający poczucie bezpieczeństwa. Poza tym gdzieś daleko wiatr i pierwsza słota się rodzi jesienna. W środku cisza i harmonijnie hula sobie bezpieczny ogień na kominku. Czujesz się spokojnie i jest ci błogo. Czasem,
na pięć minut, może na miesiąc, ewentualnie pół roku przychodzi niepokój, kłótnia czasem też. Raz wychodzisz, bez nadziei – tylko po to żeby wrócić z kwiatem w dłoniach lub butelką już pustą.

I są dzieci. Odprowadzasz je do szkoły i odbierasz je z imprezy. Później znów zostajesz sam w salonie. Wołasz księdza, smutek, żal – potłuczone zamiatasz lustra. Już nie jesteś gospodarzem, tylko czekasz na zakończenie. Oni to znów czekają, aż zaśniesz sobie. I zaśniesz.Kto inny znów mieszkać będzie na potęgę.

Jesteś teraz Ty znów, ale kto innym. Gospodarz, człowiek nowy. Znów zasiadasz na kanapie. Okna nowe, lampy nowe, ściany w innych miejscach stoją. Ktoś w kołysce, on nad tobą na pożółkłej fotografii. Czasem zmieniasz kwiaty na cmentarzu, co roku rzadziej i tańsze. Jesteś – inny, lepszy, gorszy i ten sam gospodarz. Drzewka w drzewa się zmieniły, całe wszystko ocieniły. Pustynia ogrodem się stała, dach zaczął przeciekać i okna czas wymieniać.

Masz też żonę, dwójkę dzieci. Dom odnawiasz stary, straszny, przestarzały i niemodny. Dla nich kiedyś ukochany. Gdzieś pod płotem masz cmentarzyk: 4 koty, 3 chomiki, pół tuzina złotych rybek, pies, papuga, list w butelce – przyjaciele tego miejsca. Wierni, pozostaną tu na zawsze. Ty na drugim zboczu góry pozostaniesz też na wieki. Też tam zaśniesz przy rodzinnym, marmurowym stole z ołowianym krzyżykiem.

Przyjdą nowi, młodsi, bliscy obcy. Zburzą ściany, wytną sady i zapomną zapomniane. Znów zatrudnią budowlańców, wbiją w ziemię swe łopaty, pobudują ściany nowe, zamieszkają tu – gdzie indziej. Znajdą żony, czy też mężów, zrobią dzieci, powsadzają nowe drzewka i zapomną, i też zasną, jak zasypiasz na kanapie w swoim domu ukochanym przy kominku, gdy za oknem orkan chlapie.

Udostępnij: