Kallas

I wciąż się na coś czeka…

Przedstawić biografię gwiazdy, która na stałe zapisała się w kanwie kultury nie jest łatwo. Podjąć próbę opowiedzenia o dwóch kobietach, niegdyś zajmujących pierwsze strony gazet to prawdziwa sztuka. Tego ambitnego dzieła podjął się Marcin Szczygielski, autor “Kallas”, sztuki opowiadającej o losach Kaliny Jędrusik i Violetty Villas. Dramat został wystawiony przez Teatr AST w Krakowie Filia we Wrocławiu, gdzie reżyserki, jednocześnie wcieliły się w diwy polskiej sceny.

Spektakl stanowi klisze z biografii obu ikon, krótkich momentów, kiedy przyszło im się spotkać, czy to w garderobie, czy na planie filmu, gdzie razem występowały. Szczygielskiemu udało się zawrzeć w dramacie cięty język z którego słynęła Jędrusik, jej rozgorączkowany charakter i buntowniczą duszę. Natomiast obraz Villas, jaki stworzył, niewiele różni się to znanego nam z czasów, kiedy jeszcze żyła. Jest przesadnie rozmarzona, bije od niej dewocjonalna religijność i upodobanie do kiczowatych sukni. Jednak to wszystko to tylko pozory, maski, jakie kobiety przez lata nakładały na swoje oblicza, po to żeby odgrodzić się od świata nie zawsze życzącego im dobrze. Wszystko wychodzi na jaw, kiedy już u szczytu kariery, odbywające tournee po Stanach Zjednoczonych i przeprowadzają szczerą rozmowę w garderobie przed koncertem.

Obserwując obie bohaterki, tak pozornie różne, można dojść śmiało do wniosku, że były sobie bliskie. Po pierwsze za sprawą momentu w historii, kiedy przyszło im żyć. Po drugie sława z którą się spotkały sprawiła, że wciąż pragnęły osiągać więcej i więcej, idąc za słowami piosenki Kaliny “i wciąż się na coś czeka”, każda kolejna propozycja miała sprawić, ze ich gwiazdy zabłysną jeszcze większym światłem. Obie cieszyły się ogromnym zainteresowanie mężczyzn, przez co ich osobowość została tylko spłaszczona do pozycji ciała. Podobnie też zakończyły swoje życie, w otoczeniu najwierniejszych zwierzęcych przyjaciół, którzy jako jedyni nie oceniali.

Sam spektakl, to ciągła wymiana zdań pomiędzy aktorkami. Trzeba przyznać, że dobrały się one pysznie. Nikola Czerniecka do złudzenia przypominała Kalinę Jędrusik, jej fizjonomia, sposób w jaki mówi, temperament bijący z każdego ruchu. Jednak w momentach wykonywania utworów Jędrusik jej wokal odbiega od pierwowzoru, zabrakło w tym miejscu konsekwencji i głębszego zaangażowania w rolę. Podobnie było w przypadku Weroniki Kozakowskiej, która śpiewający brzmiała niczym Villas, rzadko kto potrafi tak wiernie oddać jej modulowanie głosem i manierę. Lecz tej specyficznej dla niej formy wypowiadania się zabrakło w momencie monologów lub dialogów z drugą seksbombą PRL.

Mimo wszystko spektakl stanowi skarbnicę wiedzy o tych dwóch niezapomnianych postaciach. W końcu to co w garderobie, ukryte przed oczami widzów interesuje najbardziej. Twórczyniom udało się przy zachowaniu dość prostych zabiegów scenograficznych utrzymać kameralną aurę. Jedynie szkoda, że wykonały tylko kilka piosenek z repertuaru Jędrusik i Villas, gdyż mimo upływu lat, wciąż jest czego słuchać.

Marcin Szczygielski
“Kallas”
reżyseria: Nikola Czerniecka, Weronika Kozakowska
Teatr AST w Krakowie Filia we Wrocławiu
muzyka: Ignacy Wojciechowski
scenografia: Zosia Czemarmazowicz
asystentka Sceniczna: Zuzanna Wiatr
występują: Nikola Czerniecka, Weronika Kozakowska

TEATRALNIK XXI FDW 2022

0
Udostępnij: